Dziś są Imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca
5 . 09 . 2010
W Twojej przeglądarce jest nieaktywny JavaScript. Niektóre elementy strony do poprawnego wymagają włączonego JavaScript - włącz go aby cieszyć się pełnią funkcjonalności strony.
Lubelski portal biznesowy
Szukaj
Motto biznesowe

„Jeśli chcemy, by ludzie wykonywali dla nas dobrze pracę, dajmy im dobrą pracę do wykonania."

 

Colin Douglas

Gorąco polecamy książkę P.K. McBride’a „Internet po pięćdziesiątce”. To znakomity podręcznik korzystania z najpopularniejszego obecnie medium przeznaczony dla seniorów. Czytelnicy znajdą w nim nie tylko podstawowe objaśnienia dotyczące funkcjonowania Internetu, ale także bogaty zestaw praktycznych porad, jak poruszać się po świecie wirtualnym.

czytaj dalej

Newsletter

Odc.1

Wstęp

*     *     *


- Kto to jest ten inspektor Bohdziewicz? – pyta podkomisarz Ewa Massalska.
- Nie czytałaś notki biograficznej? – odpowiada pytaniem komisarz Robert Andrzejewski, na codzień partner Massalskiej z Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji.
- Wiesz dobrze o co mi chodzi. Nie interesują mnie suche fakty biograficzne. Myślałam, że po prostu wiesz coś więcej o tym facecie.
- A niby skąd miałbym wiedzieć? Pewnie jakiś typowy peerelowski zgred.
- „Zgred”? – zdziwiła się Massalska.
- No, milicjant – wyjaśnia Andrzejewski. – Tak, między innymi, ich nazywano.
- Acha. Śmiesznie.
Ewa i Robert stoją w niewielkim hallu pensjonatu „Ewelina” w Nałęczowie. Skierowani tu zostali na specjalne szkolenie z zakresu historii praktyk kryminalnych. Chodziło też – jak Massalskiej i Andrzejewskiemu wyjaśnił ich bezpośredni przełożony inspektor Mokronowski – o dalszą integrację środowiska.
Przy okazji szkoleń zawsze chodzi o dalszą integrację środowiska.
Wiosna 2009 roku była szczególnie nieprzyjemna. Po kilku upalnych majowych dniach przyszło ochłodzenie i niemal bez przerwy padał ciężki ulewny deszcz. Przez niektóre rejony kraju przeszły gwałtowne burze. W Tatrach spadł śnieg. Czerwiec też zaczął się ponuro. Ale akurat w dniu inauguracji wykładów zza chmur wychyliło się niepewne słońce. Widoczny z okien pokoju Massalskiej ogród usytuowany na tyłach pensjonatu pysznił się wybujałą roślinnością. Kwiaty mieniły się w nim jak kolorowe gwiazdy z papier maché. Wśród krzewów ukrywały się gipsowe cherubiny.
Massalska i Andrzejewski przyjechali do ośrodka poprzedniego dnia późnym wieczorem. Nie mieli okazji przyjrzeć mu się dokładnie. Zdumiało ich przytulne wnętrze i dziesiątki obrazów rozwieszone w kawiarnianej, pustej o tej porze sali. Mrok dodawał im tajemniczości.
Zostali sprawnie zakwaterowani i zaszyli się w swoich pokojach. Ewa trochę poczytała przed snem. Robert oglądał w telewizji piłkarski mecz sprzed lat.
Śniadanie zjedli w stylowym salonie wyłożonym dywanami. Schodziło się do niego krętymi schodami błyszczącymi od politury. Wnętrze pachniało kawą, twarożkiem, świeżym pieczywem i wiosennymi kwiatami. Z głośników sączyły się dyskretnie rytmy starego, dobrego rocka. Dekoracja stołów była perfekcyjna. Zastawa też. Wydawało im się, że wehikuł czasu przeniósł ich w inną epokę.
- Czuję się jak na obiedzie u swojej krakowskiej rodziny – powiedziała Ewa. - Tam też wszystko jest takie ... stylowe. Tylko, że tu nie ma nic z dulszczyzny.
- Wystrój godny tematyki spotkania – uzupełnił Robert.
Przy posiłku szybko zapanowała rodzinna atmosfera. Integracja zapowiadała się ciekawie. Kobiet było w tym gronie zdecydowanie mniej, jak zresztą w całej policji. Mężczyźni rozmawiali o wieczornej wódce.
Po śniadaniu Ewa i Halina Zubrzyk z Olsztyna wyszły obejrzeć obiekt, w którym nocowały. Kiedyś współpracowały ze sobą przy okazji śledztwa w sprawie zamordowania „amerykańskiej” Polki na Mazurach. Od pełnej uroku właścicielki pensjonatu, pani Anny, dowiedziały się, że Prus pisał w nim swoją „Lalkę”. Urzekła ich architektura willi. Elewacja wymagała co prawda odnowienia, ale nawet płaty odpadającego tu i ówdzie tynku nie raziły, odsłaniając wiekowe cegły z fragmentami oryginalnej zaprawy. Mieściły się jakby w konwencji. Nad fasadą wznosiła się neogotycka wieża. To w wieży znajdował się apartament Ewy.  Zasypiając miała wrażenie, iż stary dom żyje własnym, intensywnym życiem. Gonty i podłoga skrzypiały i trzeszczały jakby pod ruchliwymi stopami elfów i krasnoludków. Z mroku dobiegały ściszone oddechy i szmer szeptanych wyrazów. Czasami rozległ się oddalony trzask zamykanych niedbale drzwi. 
Większość mężczyzn zasiadła przy kawie pod parasolami na zewnątrz. Wymieniali hałaśliwie uwagi na temat ogólnej sytuacji w policji i chciwie zaciągali się papierosami. Dyskutowano też o polityce, choć w tej dziedzinie niewiele się akurat działo. Najdonośniej grzmiał głos komisarza Ulricha z Wrocławia. Za plecami obradujących szemrała fontanna. Potem wszyscy zgromadzili się w sali, w której miał się odbyć wykład. W jej rogu stało pianino.
Bohdziewicz przyjechał w ostatniej chwili. Przywiozło go granatowe volvo z lubelską rejestracją. Miał śniadą twarz o wiecznej opaleniźnie, charakterystyczną dla ludzi, którzy spędzili wiele czasu w śródziemnomorskim klimacie. Do nobliwego Włocha upodabniał go także wydatny, orli nos, doskonale skrojony szary garnitur, niebieska koszula i jedwabny krawat w delikatny kwiatowy wzór. Inspektor był szczupły i wysoki. Biała czupryna gęstych włosów kontrastowała z kolorystyką jego pobrużdżonej twarzy. Podkreśleniem wyjątkowości fizjonomii oficera były niebiesko-zielone oczy. Odbijało się w nich zło życia.
Wprowadzeniem prelegenta zajął się inspektor Sobek z Lublina. Ograniczył się do niezbędnego minimum.
- Zapewne wielu z was z niechęcią pomyślało o przedmiocie tego szkolenia – zaczął głębokim głosem Bohdziewicz. – Wcale się nie dziwię. W jakim bowiem stopniu może nam pomóc znajomość dawnych technik kryminalnych w bieżącej pracy? Inne czasy, inne formy działania, inne struktury, inni przestępcy... wszystko inne. A jednak uważam, że zapoznanie się ze światem, w którym jedyną bronią detektywa był tak naprawdę jego intelekt ma swój sens. Sprowadza bowiem naszą pracę do pewnego podstawowego wymiaru. Do kwintesencji tego, czym się zajmujemy. Przecież oprócz nowoczesnych gadżetów zasadniczą rolę w wykrywaniu zbrodni wciąż odgrywa umysłowa dociekliwość. Umiejętność kojarzenia faktów. Także intuicja. A więc atrybuty niezależne od epoki. Wciąż te same.
Początkową kwestię Bohdziewicz wygłosił stojąc. Następnie usiadł w ustawionym centralnie fotelu obitym karmazynowym pluszem.
- W ciągu najbliższych dwóch dni przeniesiemy się do międzywojennej Polski - kontynuował. - Udamy się na jej Wschodnie Kresy. Poznacie komisarza Gustawa Sęczawę i jego współpracowników. Będziemy tropić mordercę bądź morderców, których działalność wstrząsnęła ówczesną opinią publiczną. Mam nadzieję, że potrafię w miarę sugestywnie przenieść was w tamtą rzeczywistość.

-->